Zamieszki w Sydney

Całą noc trwały starcia mieszkańców aborygańskich slumsów z policją w Sydney po śmierci 17-letniego Aborygena - Thomasa Hickeya, który prawdopodobnie zginął uciekając przed policyjnym patrolem. W starciach lekkie obrażenia odniosła kilkudziesięciu policjantów, cztery osoby zostały zatrzymane.

Policja twierdzi, że nie prowadziła pościgu, a jedynie przejeżdżała obok Hickeya, gdy ten nadział się na płot. Mieszkańcy dzielnicy biedy - Redfern, w której mieszkał Hickey nie wierzą policji. Oskarżają ją o bezustanne nękanie Aborygenów, a zwłaszcza aborygeńskiej młodzieży, natomiast australijskie władze o rasistowską politykę. Sama dzielnica, w której mieszkał Hickey, jest rodzajem getta, którego wejście przypomina wojskowy posterunek.

Ostatnio aborygeńscy aktywiści zaprotestowali przeciwko objęciu przez Australię przewodnictwa w Komisji ds. Praw Człowieka przy ONZ, twierdząc, że państwo o tak rasistowskiej polityce nie powinno w ogóle w takiej komisji mieć przedstawicieli. Jeden z liderów australijskiej opozycji skomentował zamieszki słowami: "gdybym był u władzy, kazałbym zrównać Redfern z ziemią.
(Sydney.indymedia.org, gazeta.pl)