GÓRNICY POKAZALI KLASĘ!

Do Barbórek jeszcze długo... a górnicy postanowili przypomnieć o sobie, swoich problemach i tragedii ich regionu.

Górnictwo kojarzy się dziś głównie z restrukturyzacją, odprawami dla zwalnianych, silnymi związkami zawodowymi i z zamykaniem kopalń. Pełna sprzeczności branża, która traci uprzywilejowaną pozycję sprzed lat.
Mało kto pamięta, że przez 45 lat górnictwo było głównym źródłem dopływu dewiz dla polskiej gospodarki i odegrało fundamentalną rolę, zwłaszcza w okresie powojennym, w stabilizacji życia gospodarczego w całym kraju. Obecna kondycją górnictwa i całego śląskiego regionu jest tragiczna.
Wokół tematyki górniczej narosły liczne nieporozumienia. Mity o konsumpcyjnym trybie życia, uogólniane z upodobaniem przez media banały o odprawach.
Silne poczucie solidarności między górnikami wynika z ich ciężkiej pracy w warunkach zagrożenia życia. To się przekłada na walkę o prawa. Górnicy stracili na przemianach, ale stracili także pracownicy PGR-ów, budżetówki, służby zdrowia, administracji w likwidowanych województwach. Górnicy są jednak siłą, która była w stanie wywalczyć dla siebie wiele. Tego nie potrafią inne, słabsze, mniej liczne i bardziej rozproszone grupy.
Zamiast narzekać, że górnicy znowu się upominają - rzesze wszystkich zagrożonych zwolnieniami, marnie opłacanych pracowników najemnych i tych bez pracy powinny stanąć ramię w ramię i walczyć o sprawiedliwą przyszłość.

Medialni spikerzy pod dyktando rządzących elit pytają: "czemu mamy dopłacać do górnictwa?", Nie wspominają jednak o tym, że:
- prawie wszystkie pieniądze o których mówią, że przeznaczone są na restrukturyzacje górnictwa- w rzeczywistości przeznaczone są na fizyczną likwidację kopalń.
- według związkowców ze Śląska nierentowność wielu kopalń jest fikcją, opartą na nierzetelnych badaniach.
-koszt wydobycia węgla niesłychanie wzrasta już po wydobyciu (czyli bogacą się lokalni bonzowie- pośrednicy wszelkiej maści)?!
- trąbią o tym, że po wejściu do U.E. nie będzie można dopłacać do górnictwa, a w Niemczech w ostatnich latach sytuacja jest wręcz odwrotna.
- Wielka Brytania miała większy problem z kopalniami i jakoś sobie poradziła, jednak cisza o tym, że przed 20 laty miały tam miejsce trwałe wielotygodniowe strajki i zamieszki o dużo większej sile niż te Warszawskie a tysiące byłych górników nie znalazło pracy do dziś dnia...

Naszym zdaniem to dopiero początek... spontaniczne, uliczne rewolty wywierają presję na władzę i są wspaniałą możliwością dla integracji i budowania międzyludzkiej solidarności, jednak równolegle do tego trzeba tworzyć alternatywę dla kapitalizmu. Do zobaczenia więc na kolejnych barykadach i w przejętych zakładach pracy!



Kilkudziesięciu funkcjonariuszy znalazło się w pułapce. Za nimi była ściana gmachu. Leci szkło z rozbitych szyb. Z przodu tłum, który z łatwością roznosi ochronne barierki. Koktajle Mołotowa wybuchają pod nogami policjantów, którzy nie mają się gdzie cofnąć. Jeden z nich płonie jak pochodnia. W demonstracji według różnych źródeł odniosło obrażenia od 20 do 62 policjantów. Trzech spośród nich w stanie ciężkim trafiło do szpitala, kilkunastu innych po krótkim pobycie mogło wrócić do domów.
Tysiące górników odwiedziło stolicę. Zaopatrzeni w trzonki oskardów i łopat, łomy z drutu zbrojeniowego i drągi. Górnicza demonstracja dotarła na plac Trzech Krzyży kwadrans przed południem. Gdy idący na czele manifestacji ustawiali się przed frontonem Ministerstwa Gospodarki, od ul. Książęcej napływały kolejne fale związkowców. Słychać było skandowanie: "Złodzieje". Wyły syreny, gwizdki, wybuchały petardy. W każdym pokoju siedziby SLD przy ul. Rozbrat czekał na manifestację człowiek z gaśnicą. Związkowcy minęli jednak gmach partii rozbijając w nim tylko szyby. Prawdziwa bitwa rozegrała się przy Placu Trzech Krzyży.
Dostępu do ministerstwa bronił przed kilkoma tysiącami demonstrantów podwójny kordon opancerzonych policjantów i metalowe bariery.
Górnicy najpierw przerwali stalowe barierki, następnie zajęli się policjantami. Drewniane styliska, łamały plastikowe tarcze i kaski. Poszły szyby. W stronę policjantów oprócz kamieni poleciały butelki z benzyną. Policja próbowała rozpędzić tłum armatkami wodnymi, które z dwóch stron podjechały pod ministerstwo. Związkowcy zamiast się wycofać, podbiegli do opancerzonej sikawki, drągami - mimo krat ochronnych - wybili szyby, próbowali wyłamać celujące w tłum sikawki. Po chwili policyjną armatkę wodną zaczęło przewracać kilkudziesięciu rosłych mężczyzn. Górnicy rozkołysali ciężarowe auto, którego kierowca zdołał wycofać w ostatniej chwili.
O godz. 13.30 - półtorej godziny przed planowanym zakończeniem -słychać głos z megafonu: - Tu policja. Ta manifestacja jest teraz nielegalna. Zagłusza go inny megafon: - Wyjdź, pokaż się ty skurwysynu!



POLICJA CELEM ATAKÓW!

Media jednogłośnie potępiły tą formę protestu. Częste były komentarze "niewinni policjanci oberwali od szalonych górników", dla nas sprawa jest jasna: "decydujesz się na pracę w policji - decydujesz się na występowanie przeciwko protestującemu społeczeństwu". W każdym systemie i w każdym ustroju rządowa policja wysyłana jest do tłumienia społecznego niezadowolenia. W ostatnich latach nie raz tak się zdarzało. PAMIĘTAMY: Ożarów, Szczecin, Ostrów, Wrocław, Cienie Drugie, Ustrzyki Dolne, Tarnobrzeg, Bartoszyce, Nowy Dwór Mazowiecki i wiele innych. Górnicze razy wymierzone były w ten system i w tych co go bronią!
Dla wielu z nas życie jest walką. W społeczeństwie, w którym ziemia i całe jej bogactwo są własnością kontrolującej biznes i politykę mniejszości, dorastamy mając marne widoki na przyszłość lub też nie mając ich wcale. Wiemy, że życie może być burzliwe i ekscytujące - ale nie dla nas. Mniejszość żyje w strefie luksusu, a utrzymuje się tam dzięki naszej pracy. Od chwili narodzin jesteśmy katalogowani, kontrolowani i okłamywani wszędzie, gdzie i czym, tylko jest to możliwe (szkoła, praca, narkotyki, mass-media, zasiłki, przemysł rozrywkowy, etc.) . Przez całe życie dla kogoś pracujemy, wiedząc że jeżeli porzucimy naszą bezpieczną posadę to możemy stracić mieszkanie lub inną, równie niezbędną nam rzecz. Zdajemy sobie sprawę z tego, że i tak wszystkie zyski zabierze ten "będący na górze". Dla wielu z nas życie składa się z nudy, stresów, depresji i niedostatków. Reklamy zmuszają nas do kupowania drogiej - błyszczącej tandety.
Jeżeli przestrzegamy przepisów i nie podnosimy głosu, to podobno możemy "coś osiągnąć" lub przynajmniej prowadzić ustabilizowane życie - aż do następnej recesji. Utrzymujemy policję, więzienia, wojsko i armię biurokratów, a w zamian dostajemy poczucie względnego bezpieczeństwa. Wszystko, co dzieje się poza tym systemem jest "zbrodnią". Jeśli tylko próbujemy odzyskać część odebranych nam pieniędzy lub konsumować dobra, nie mogąc za nie zapłacić, sprzeciwić się podatkom, strajkować przeciwko upokarzającym wynagrodzeniom i warunkom pracy, jeśli przeciwstawiamy się ingerencji w nasze własne życie, natychmiast zostajemy odsunięci na margines życia społecznego. Dzieje się to na mocy prawa stworzonego przez rządzącą elitę, tylko po to aby zwiększyć jej zyski. Stajemy oko w oko z policją, sądem, a nawet lądujemy w więzieniu.