DEMONSTRACJA PRZECIWKO RADZIE EUROPY I REPRESJE

W dni 16 maja 2005 roku w Warszawie dobyła się demonstracja przeciwko Radzie Europy. Poprzedzały ją dwa dni różnych odczytów, na temat polityki terroryzmu, łamania praw człowieka, Czeczeni, obozów pracy dla uchodźców...
W demonstracji brały udział różne grupy: Federacja Anarchistyczna, Inicjatywa Pracownicza, Lewicowa Alternatywa, Komitet Wolny Kaukaz, byli buddyści... Byliśmy tam i my. Wszyscy spotkaliśmy się na ulicach Warszawy by zaprotestować przeciwko obłudzie Rady Europy, opowiedzieć się za demokracją uczestniczącą. Rade Europy krytykowaliśmy na różnych poziomach: jedni wskazywali, że Rada Europy nie spełnia swoich postulatów, że zamiast bronić demokracji i praw człowieka służy interesom własnym i wielkiego kapitału - liberalizuje gospodarkę ograniczając swobody obywatelskie, zamyka oczy na ludobójstwo i zezwala na istnienie obozów dla uchodźców, które przypominają karne zakłady pracy. Inny wskazywali, że Rada Europy jest strukturą niedemokratyczną, że nie dopuszcza do dyskusji społeczeństwa, grup pozarządowych, nie konsultuje swoich decyzji ze społeczeństwem. Część osób ograniczyła się do krytyki poszczególnych polityków i państw członkowskich. My wskazywaliśmy, że nie spełnianie postulatów przez Rade Europy i jej działalność pro-wolnorynkowa jest uwarunkowana jej strukturą, że reprezentanci siłą rzeczy reprezentują samych siebie. Jako alternatywę proponowaliśmy demokracje uczestniczącą. Zgromadzenia ludowe decydujące o własnym otoczeniu i sposobach współegzystencji, podczas dyskusji, gdzie każdy ma równe prawo zabierania głosu w dyskusji i podejmowania decyzji.
Demonstracja zaczęła się około godziny 17 pod Pałacem Kultury. Na wstępie policja próbowała spisać parę osób, pomimo, że demonstracja była legalna. Spotkali się z oporem i musieli się wycofać. Następują odczyty na temat Czeczeni, i ogólnie Rady Europy. Ruszamy ulicami, trasa, którą nam zezwolono iść omija prawie wszystkie ważniejsze budynki. Idzie nas łącznie ponad 1000 osób. Policja trzyma się w odpowiedniej odległości. Skandujemy hasła: "Mieszkanie prawem nie przywilejem"; "Skończyć bankiet hipokrytów", "Wolna Czeczenia", "Wszyscy jesteśmy nielegalni"… W międzyczasie trwają pikiety, którym nie pozwolono protestować tam gdzie chciały. Docieramy w pobliże Placu Zamkowego. Tam spotykamy uzbrojoną policje i barierki. Mnisi odmawiają modlitwę, rozpoczyna się rozdawanie Jedzenia Zamiast Bomb. Czas, jaki łaskawie nam przydzielono na protestowanie, kończy się. Rzucamy jajkami, by politycy ich więcej nie musieli robić. Policja zaczyna marudzić, że jesteśmy nielegalni i byśmy nie łamali prawa. Parę osób rozwala barierkę. Potem leci parę butelek i kamieni. Przybywa policji, ale my już się wycofujemy. Spokojnie opuszczamy, grupą, miejsce demonstracji. Z samochodu leci muzyka umilająca podróż powrotną. "Jak przygoda to tylko w Warszawie, w Warszawie…" Pierwsza próba zablokowania nas. Staramy się skręcić w uliczkę między blokami by dostać się na główną. Policja się wycofuje. Więc idziemy dalej. Przeganiają nas na chodnik. Ktoś mówi, że powineli jedną osobę. Nie ma kto już nas kamerować, poza tajniakami. Skręcamy za róg, gdzie otacza nas policja. Jedna osoba zostaje ranna. Parę osób obrywa. Zaczynają nas popychać i ubliżać. Żądają dokumentów. Na prośby by podali swoje numery, reagują agresywnie. Aresztują kolejne osoby, za to, że nie chciały podać danych. Nie wiemy ile. Pojawia się karetka. Druga już. Ponoć znowu ktoś dostał pałką. Pojawiają się spekulacje ilu zamknięto. Ci co zostali, około 60 osób, rusza pod komisariat. Policja nie chce nam udzielić żadnej informacji. Zaczynamy robić pikietę. Walimy pięściami w drzwi i okna, tupiemy, skandujemy hasła: "Solidarność naszą bronią" i "Uwolnić zatrzymanych". Policja nie chce wpuścić nawet rodziców. Protest trwa. Pojawiają się uzbrojone oddziały, ale też pojawiają się media. Policja zaczyna rozmawiać, ale nikt nic nie wie. Czy są rani, ale ile osób zatrzymano. Jest już 23. Mówimy, że nie ruszymy się stąd dopóki nie udzielą nam informacji o zatrzymanych. Wpuszczają rodziców. Wiemy, że zatrzymali 11 osób. Nie postawiono im zarzutów, na razie. Wśród zatrzymanych jest chłopak, który przez całą demonstracje jeździł na rowerze i filmował demonstracje. Po 24 i rozmowie z trzema przedstawicielami policji rozchodzimy się. Jutro zamierzamy rozpocząć procedury prawne.
Na dzień dzisiejszy wiadomo, że jednej osobie, tej która wszystko kręciła, postawiono zarzut czynnej napaści na funkcjonariusza, innych zwolniono stawiając mniejsze zarzuty. Wszyscy zostali zaaresztowani tylko dlatego, że nie podali swoich danych, jakimś uzbrojonym ludziom, którzy ponoć byli z policji. Wszyscy zostali spisani po demonstracji, gdy spokojnie wracali do domu. Jedna osoba trafiła do szpitala w wyniku interwencji policji, a raczej brutalnego ataku na wracających, kopano ich i w ruch poszły pałki. Ale oczywiście policja była spokojna i nie dała się sprowokować. Opinia publiczna zaś przeraziła się drobnymi zamieszkami, symbolicznym obaleniem muru odgradzającego nas od tych co podejmują decyzje i obrzuceniem paroma przedmiotami ludzi, którzy chronią morderców i dla nich wyznaczają swobodne strefy, czyniąc strefą policyjną wszystko co nie należy do wielkiego kapitału i polityków. Zamieszki te były również aktem odwagi i ukazaniem, że choćbyście czołgi sprowadzili, choćbyście chcieli uczynić na protest niesłyszalnym pisknięciem, my nie ustaniemy w walce, my nie będziemy prosić o możliwość wyrażania swojej opinii, ani kształtowania własnego życia. My nie będziemy posłusznymi niewolnikami. Zniesiemy mur i pokonamy wszystkich sługusów burżuazji.

Więcej na Indymedia >>>
INFO NA INDYMEDIA >>>